23.06

2017

Radom

Radomski Czerwiec Wolności

24.06

2017

Warszawa

Podzamcze (Wianki)

25.06

2017

Kielce

Rynek

01.07

2017

Warszawa

Chata Trapera - Muniek gościnnie - Rock nad Wisłą vol. 6

02.07

2017

Świeradów-Zdrój

Stadion Miejski

08.07

2017

Węgorzewo

Naturalnie Mazury Music&More

22.07

2017

Olecko

XXIV Przystanek Olecko

29.07

2017

Odolanów

Plac przy Domu Klutury

18.08

2017

Rzeszów

Park Papieski

20.08

2017

Krasnystaw

Plac 3-ego Maja

25.08

2017

Olsztyn

Amfiteatr im. Cz. Niemena

26.08

2017

Tychy

Stadion Miejski

27.08

2017

Gniezno

Rynek

09.09

2017

Brwinów

Stadion Miejski

25.11

2017

Warszawa

Klub Stodoła

09.12

2017

Wolbrom

Dom Kultury

Zygmunt jestem - Filipinka

Najnowszy album T.Love "Model 01", jest zdaniem Muńka. najlepszym krążkiem formacji nagranym w tym składzie. Najbardziej dopieszczonym, przemyślanym i konsekwentnym. Pracowali nad nim długo, ale nagrali wszystko dokładnie tak, jak chcieli. "Myślę, że to jest to, co T.Love ma do powiedzenia na przełomie wieków. Jest tam kilka gorzkich stwierdzeń dotyczących naszej rzeczywistości, ale krążek neisie pozytywną energię. Dla ludzi o otwartych głowach na pewno będzie wspaniałą opowieścią" - mówi.

IV LICEUM OGÓLNOKSZTAŁCĄCE

Na jego podwórku w Częstochowie można było robić trzy rzeczy: grać w piłkę, pić tanie wino w bramie albo interesować się muzyka. "Muzyka była naprawdę bardzo ważna, towarzyszyła każdemu zajęciu, integrowała grupy. Nawet żule kumali o co chodzi w rocku. Miałem jedenaście lat, kiedy zacząłem nagrywać utwory z radia na kasety. Skończyło się na samodzielnym graniu. To było jeszcze na długo przed T.Love" - wspomina Muniek

Filipinka: Rodzice nie drżeli o jedynego syna?

Muniek: Nie. Byli dość tolerancyjni, a ja nie dawałem im wielkich powodów do zmartwień. Nie byłem grzeczny, ale też nie łobuzowałem. Jeśli się buntowałem, to konstruktywnie, nie straceńczo. Poza tym chodziłem do jednego z najlepszych w Częstochowie ogólniaków, trochę snobistycznego, z tradycjami, w którym dyrektor bardzo pilnował porządku. Był też bardzo przywiązany do formy: wszyscy musieli nosić mundurki. Uczyli się tam ludzie z dobrych domów, nierzadko z duża kasą. Ja, chłopak z przeciętnej rodziny, czułem się specyficznie w tamtych murach. Potem napisałem piosenkę "IV liceum"...

Słuchałeś muzyki punkowej i jednocześnie chodziłeś w mundurku?

Wtedy część zespołów punkowych chodziła w skórach, a część w starych marynarkach. Mi ten mundurek pasował, bo nosiłem do niego postawione włosy. Nikt się nie czepiał. Raz tylko, kiedy ufarbowałem włosy, miałem kłopot. Dostałem reprymendę, zawieszono mnie w prawach ucznia, zrobiła się afera. Nie chciałem się poddać, bo muzyka nauczyła mnie samodzielnego myślenia, odrzucania schematów. Gdyby nie takie podejście do życia, nie założyłbym zespołu T.Love. W tamtych czasach nie zakładało się bowiem grupy, by nagrać płytę, ale by powiedzieć coś o rzeczywistości. Był to początek lat 80., stan wojenny, działo się mnóstwo rzeczy, uderzały w nastolatków.

Nauczyciele lubili Cię?

Miałem na pieńku z moim wychowawcom i polonistą, świętej pamięci profesorem Marianem Kucharskim. Świetny facet, tylko ostry. Chciał mnie ustawić. W szkole było OK, ale na wyjazdach wstępował we mnie diabeł. Pierwsze balangi i alkohol, który uderzał mi do głowy. Kiedyś za ostro wyraziłem swoje sądy o panu Marianie. Potknąłem się, bo był ekspokbserem i najpierw sam mi wymierzył sprawiedliwość, a potem rozmawiał ze mną przed pół nocy. Było to bardzo męskie z jego strony. Lubił mnie i chciał wyprostować. Zawsze kiedy spotykał mojego ojca, chwalił mnie, ale mówił, że należy mnie krótko trzymać. A mnie rodzice odpuszczali wiele rzeczy. Kilka razy dostałem parę klapsów za zwykłe wpadki. Raz na przykład zrobiłem Sylwestra w tajemnicy przed rodzicami. Konspira totalna, oni wyszli, a my uprawialiśmy w domu ekscesy. Dostałem wtedy od ojca w tyłek, za to, że nie powiedziałem prawdy.

WARSZAWA

Kiedy założył T.Love, nie było jeszcze festiwalu w Jarocinie. Występowali więc na scenach alternatywnych. Ich piosenkę nie nadawało radio ani telewizja, a Muniek pożyczał na bilet tramwajowy. Dobry z polaka, zdał na filologię polską w Warszawie. "Wtedy nie myślałem, że będę żył z muzyki" - mówi.

Od kiedy zacząłeś traktować śpiewanie jak zawód?

Jakieś dziesięć lat temu. Na początku graliśmy od przypadku do przypadku. Nie było łatwo, bo rozrzuceni po kraju spotykaliśmy się raz na tydzień. Potem zaczęliśmy występować na większych festiwalach, ale pieniędzy z tego nie było. Po kilku latach. Po kilku latach straciłem wiarę, czy kiedykolwiek będą. W zespole zaczęły się kwasy, a ja wyjechałem do Anglii za chlebem. Nie miałem środków do życia, a miałem założyć dom, zostać ojcem. Po kilku miesiącach postanowiłem jednak wrócić do Polski. Zrozumiałem, że mogę tylko grać, że nie umiem robić nic innego. Chciałem skompletować nowy T.Love. Udało się, piosenka "Warszawa" stała się nawet popularna.

Jesteś krytyczny wobec siebie?

Zdaję sobie sprawę z moich plusów i minusów. Wiem, że nie jestem szkolonym wokalistą. Mam do siebie stosunek zdystansowany. Wiem, że popularność, może być miła. Jest mi przyjemnie, kiedy ludzie się do mnie uśmiechają na ulicy, bo w ten sposób wyrażają zrozumienie dla tego co robimy. Ale udało mi się zachować normalność.

Czy napisanie tekstu przychodzi Ci łatwo?

"Warszawa" ułożyła się sama. Ale przy ostatnich tekstach naprawdę ciężko pracowałem, myślałem nad każdym słowem, rymem. Kiedyś pisałem piosenki po jakimś piwku, dymku, ale teraz mam zasadę: tylko na trzeźwo. Teksty na fazie wydają mi się gorsze. Teraz zamykam się w pokoju i siedzę nad nimi godzinami. Tatuś pracuje - mówię.

DUSZA CHŁOPCA

Zbliża się do czterdziestki, ale przyznaje, że udało mu się zachować chłopięcą wrażliwość. "To było zamierzone, chciałem nieć punkt odniesienia. Wiedziałem, że głupotą byłoby ciągle tak samo patrzeć na świat, ale postanowiłem coś zachować dla siebie."

I to coś każe Ci pisać piosenki o rzeczywistości

Pozwala obserwować, zauważać, że ludzie bezkrytycznie dopasowują się do norm. Nawet narkotyki to nie jest dziś kontestacja, a czysty biznes. Dziś bunt nie istnieje. Już nie chodzi o idee, ale o sprzedanie siebie. Skończyły się czasy Marrisona, zaczęły Mansona.

A jaka jest polska muzyka?

Różna: dobra, zła, okropna. Tak jak na świecie, tak i u nas panuje model konsumpcji. My jesteśmy tylko mnie wprawni w show-biznesie. Z nowych rzeczy lubię polski hip-hop, bo choć niedoskonały, jest prawdziwy.

Co Cię fascynuje w dzisiejszym świecie?

Wiele rzeczy mnie przeraża, ale jest też wiele takich, które mogą kręcić. Nowe zabawki, takie jak komórki czy Internet, zbliżyły ludzi i świat poprzez nie strasznie się skurczył. W jakim kierunku to pójdzie, dobrym czy złym, trudno wyczuć. Wszystko zależy od człowieka.

Rozmawiała Anna Niewiadomska

 

 

Ta strona używa ciasteczek (cookies). Dowiedz się więcejRozumiem